Dudaryki — spadkobiercy dudziarzy

[b]Opowieść o tym, jak muzyka prowadziła i prowadzi w życiu “harmonistę narodowego ziemi ruskiej” Dymitra Roweńskiego i jego wychowanków, o trzech założonych przez niego niezwykłych zespołach i bliskich mu ludziach[/b]Co dokuczy — to nauczy... Czyj nasiew — tego plon... Mędrcy z ludu zawsze starali się trafnie ująć w słowach najważniejsze w życiu rzeczy, bez czego w rodzie nie ma ani przychówku, ani rozwoju duchowego. Te najważniejsze rzeczy, które warto przekazać spadkobiercom w spadku. Dawniej podobno szczególną kastą wtajemniczoną w wiedzę mędrców byli muzycy-dudziarze. Wiedzieli, odczuwali prawa harmonii, ustroju świata i potrafili usłyszeć “głos niebios”. Dudziarz sam z czasem stawał się wraz z dudą, białoruską siostrą szkockiej kobzy, tym sakralnym głosem.
Opowieść o tym, jak muzyka prowadziła i prowadzi w życiu “harmonistę narodowego ziemi ruskiej” Dymitra Roweńskiego i jego wychowankуw, o trzech założonych przez niego niezwykłych zespołach i bliskich mu ludziach

Co dokuczy — to nauczy... Czyj nasiew — tego plon... Mędrcy z ludu zawsze starali się trafnie ująć w słowach najważniejsze w życiu rzeczy, bez czego w rodzie nie ma ani przychуwku, ani rozwoju duchowego. Te najważniejsze rzeczy, ktуre warto przekazać spadkobiercom w spadku. Dawniej podobno szczegуlną kastą wtajemniczoną w wiedzę mędrcуw byli muzycy-dudziarze. Wiedzieli, odczuwali prawa harmonii, ustroju świata i potrafili usłyszeć “głos niebios”. Dudziarz sam z czasem stawał się wraz z dudą, białoruską siostrą szkockiej kobzy, tym sakralnym głosem. W słynnym poemacie Jakuba Kołasa “Szymon muzykant” są wersy: “Ty, myzuku, bracie, na pewno będziesz kiedyś dudziarzem…”. Tak mуwi zdolnemu chłopcu, dając mu dudę, wiejski dziadek. Dudziarzy lud zawsze szanował i lubił. Dudarykami nazywano początkujących, co poznawali sztukę, grając na prostych piszczałkach.
Nie potrafię powiedzieć, czy Dymitr Roweński, zakładając w 1970 roku w mińskiej szkole (obecnie gimnazjum nr 14) dziecięcy zespуł Dudaryki, sam grał na dudzie. Teraz potrafi. Autentyczna duda jest w dużej, unikatowej kolekcji zgromadzonych przez niego instrumentуw. Dlaczego muzyk nazwał zespуł Dudaryki? Posłuchajmy, co opowiada Dymitr Roweński, zasłużony działacz kultury Białorusi, o swoim rodowodzie muzycznym i drodze życiowej, ktуrej towarzyszy muzyka.

Co dokuczy — to nauczy
Mуj ojciec pochodzi z Ukrainy, z obwodu czernigowskiego. Mam stąd kozackie korzenie. Dziadek, Fiofor Roweński — szlachcic, nie ubogi, był zarządcą w zakładzie produkcji zapałek i drogich mebli. Był wykształcony i trzy cуrki zdobyły wykształcenie wyższe jeszcze przed wojną. Dziadek grał na skrzypcach — to zamiłowanie do muzyki pomogło rodzinie przeżyć w czasach radzieckich. Ponieważ, jak opowiadała ciocia Oksana, nie czekając na konfiskatę, dziadek całe mienie oddał bolszewikom, zostawił tylko skrzypce. Zarabiał z nimi na życie, pracując w szkole jako nauczyciel muzyki i śpiewu. Mуj ojciec nie miał 18 lat, dopisał sobie rok i poszedł walczyć jako Kozak. Wojsko generała Biełowa, gdzie trafił, wiem, dotarło do Berlina, wyzwalało między innymi Białoruś, gdzie Kozak Roweński poznał moją matkę Białorusinkę z rodu Nagornych. Po wielkim zwycięstwie odszukał ją.
Skoro już mуwimy o życiu z muzyką, dodam: ojciec wrуcił po wojnie do mojej matki w stopniu starszego sierżanta solidnym kawalerem: z szablą i harmonią, ktуrą nadal mam. Podobnie jak dziadek bardzo lubił muzykę. Ojciec ożenił się z matką. Ukończył w Kownie szkołę milicji, wrуcił do powiatu kopylskiego pracować jako dzielnicowy, pуźniej był detektywem. Ojciec, powiem wyprzedzając wydarzenia, będąc lejtnantem milicji zginął w 1968 roku, gdy byłem w wojsku. Urodziłem się w Kopylu 15 listopada 1947 roku, matka pochodzi ze wsi Rżawka, w pobliżu jest Bobownia: okolice z mojego dzieciństwa, lat młodzieńczych.
Właściwie od zdobycznej harmonii, na ktуrej ojciec czasami grał, zaczęło się moje zafascynowanie muzyką. Gdy ukończyłem pięć lat, ojciec mi ją podarował. Dobierałem jakieś melodie. Pomagała mi matka Lina, mam teraz wnuczkę Linę, występuje w Dudarykach. Matka dobrze śpiewała, a ja prуbowałem grać. W dzieciństwie jak wiadomo lepiej się uczyć muzyce. Nie uwierzy pan, ale na weselu zagrałem po raz pierwszy z kolegą Olkiem, gdy nie chodziliśmy jeszcze do szkoły. Od tego się zaczęło — zapraszano mnie na imprezy, zabawy. Zanim poszedłem do szkoły, mieszkałem we wsi Rżawka u babci Serafimy, ktуra przez całe życie czekała powrotu męża po wojnie, ale się nie doczekała. Wуwczas na weselach, imprezach grali muzycy ludowi, sama babcia wspaniale śpiewała, tańczyła. Zachęcała moją pasję, mуwiła: “Ja będę nucić, a ty dobieraj”. Wiem, że mуj dziadek Onufry Ambroży, ktуry zginął w latach wojny, był dobrym bębnistą.
Cały mуj rуd białoruski był bardzo zdolny: obaj bracia matki między innymi byli muzykami ludowymi. Starsze osoby pamiętają, że prawie wszyscy z rodziny Nagornych grali na rуżnych instrumentach, chociaż nie mieli wykształcenia muzycznego. Co więcej: z moich krewnych utworzono całą orkiestrę. Muzykуw amatorуw ze wsi Kozakуwka w powiecie kopylskim nazywano Ślepymi, ponieważ ich kierownik Włodzimierz Dawidowicz był zupełnie ślepy i prawie nie miał palcуw: w jego rękach eksplodował pocisk, po wojnie i w latach wojny dużo chłopcуw, dzieci skaleczyło się, nawet zginęło. Wspaniale grał na harmonii. Sława o muzykach rozeszła się po okolicy, Ślepych nie tylko zapraszano grać na weselach, imprezach, koncerty były wpisane do harmonogramu na pуł roku i więcej, najczęściej na weekendy. Ze Ślepymi dużo grałem. Od 1966 roku mieszkałem już w Mińsku, przyjeżdżałem z nimi zagrać, wiele się od nich nauczyłem.
W tych latach harmonista na wsi był szanowaną osobą. Od piątej klasy pracowałem w gospodarstwie rolnym na wakacjach. Wszędzie byłem z harmonią. Zdarzało się starsi chłopcy pracują, a ja gram, dziewczęta śpiewają. Wesoło i praca się sporzy. Albo wieźliśmy siano przez wieś, siedziałem na gуrze wozu i grałem Polkę. Muzycznej praktyki starczało. W wieku 12 lat przy Pałacu Kultury w Kopylu ukończyłem szkołę dętą w klasie barytonu, pуźniej grałem na weselach i w orkiestrze dętej. Od 1961 roku z ojcem i siostrą grałem w zespole Kopylscy Dudziarze, był znany na całej Białorusi. Zachowało się ważne dla mnie zdjęcie, gdzie gramy z ojcem w tym zespole. Film “Białoruskie motywy” o nim nakręcono, w radiu często nasza muzyka brzmiała. To rуwnież była dobra szkoła. Uczyli nas Aleksander Januszko i Aleksy Kijakin, ktуrzy byli muzykami wojskowymi. Dzięki nim opanowałem saksofon, trąbkę. Dudy dla zespołu robił mistrz ludowy Mikołaj Astrejko.
Gdy w Mińsku zakładałem dziecięcy zespуł, nazwałem go Dudaryki na znak pamięci o tych bliskich mi ludziach, z ktуrymi zaczynałem wchodzić na prestiżowe sceny Białorusi, na znak kontynuowania tradycji dudziarzy, niech nawet graliśmy na innych dudach. Ta tradycja żyła i teraz jest w sercach rodakуw, w moim rodzinnym powiecie kopylskim. Jak długo istnieją Dudaryki, a obchodziliśmy już 40. rocznicę, nie zrzekliśmy się korzeni ludowych. Kilkaset młodych talentуw występowało w zespole, kilkadziesiąt zostało zawodowymi muzykami.
Wychodzi na to, że zawołaliśmy do przeszłości, do tradycji białoruskich dudziarzy i takie soczyste echo we wspуłczesności się odezwało. W repertuarze jest ponad sto rуżnych melodii piosenek, tańca, przygrywek. Dzieci grają na instrumentach ludowych. Tańczą, śpiewają. Zespуł dzięki takim skarbom jest znany nie tylko na Białorusi — na całym świecie. Były występy gościnne, udział w rуżnych konkursach, było kilkaset koncertуw za granicą i kilkakrotnie święciliśmy sukcesy we Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, na Tajwanie. W ostatnich latach Dudaryki występowały w Korei Południowej, Austrii, Polsce i wszędzie odniosły sukces.
Zanim Dymitr Roweński po ukończeniu szkoły pojechał do Mińska, pracował jako harmonista w powiatowym Domu Kultury, był kierownikiem zespołu estradowego. Być może, przyznaje się, dziś wciąż byłby na estradzie, jednak podczas pewnego konkursu w Nieświeżu, gdy występował ze swoim zespołem, przewodniczący jury, kompozytor Dymitr Lukas ostro skrytykował kopylskich muzykуw za repertuar. Przykro było to usłyszeć, ale zrozumiał: trzeba w muzyce trzymać się swoich korzeni i tradycji. Jego talent na nich właśnie był szlifowany. Roweński został z muzyką ludową na całe życie.
W wieku osiemnastu lat był już w Mińsku, “ponieważ ludzie podpowiedzieli: ty, chłopcze, w Kopylu nic nie zyskasz, jedź do stolicy”. Przy wsparciu muzyka i dyrygenta Włodzimierza Kisielowa Roweński przeniуsł się do wielkiego miasta. Pracował w zakładzie produkcji łożysk najpierw przy maszynie, następnie jako harmonista w dziecięcym obozie zakładu, gdzie jeszcze przed wojskiem prуbował nauczyć dzieci grać na dudach. Potem była służba w wojsku: Roweński miał honor służyć w Moskwie, “być w warcie honorowej w mauzoleum”. Po wojsku pracował jako nauczyciel muzyki i śpiewu w mińskiej szkole, gdzie dyrektorem był jego rodak Konstanty Pisaryk: pochodził ze wsi Paciejki, gdzie Dymitr grał na weselu. Dzięki tym rodakom w 1970 — 1971 roku szkolnym powstały Dudaryki. Młodej energii Roweńskiego starczało, by kierować rуwnież orkiestrą dętą, grać na weselach w powiecie kopylskim, studiować w szkole muzycznej imienia Glinki, pуźniej zdobyć wykształcenie wyższe w Mińskim Instytucie Kultury.

Czyj nasiew — tego plon
Występ zespołu Dudaryki w pełnym składzie miałem szczęście widzieć niedawno w Bibliotece Narodowej Białorusi. To było szczegуlne, pełne ducha ludowego widowisko z muzyką, tańcem, śpiewaniem. Młodzi artyści w strojach ludowych razem z Dymitrem dodali uroku uroczystości, gdzie uhonorowano laureatуw konkursu “Miłość do ojczyzny poprzez miłość do swojego rodu”. Konkurs przeprowadziła fundacja międzynarodowa Rodzina — Jedność — Ojczyzna, Białoruski Związek Kobiet i magazyn “Alesia” jako kontynuację idei pisarza i badacza historii dawnych rodуw białoruskich Anatola Statkiewicza-Czeboganowa, autora szeregu tomуw “Jestem waszym synem” z serii “Kronika szlachty białoruskiej”. Publiczność była zachwycona: bardzo pasują do takich imprez występy zespołu Dudaryki. Miałem wrażenie, że sam fakt ich wieloletniej twуrczości jest pamiętnym, szczegуlnym symbolem wielkiego potencjału artystycznego Rodziny i potężnej mocy Jedności, bogatej w twуrcze talenty Ojczyzny-Białorusi, szanującej przeszłość i dbającej o przyszłość. Wziąć udział w uroczystości Dymitr Roweński chciał od chwili, gdy dowiedział się, że w gronie laureatуw jest nasza rodaczka z Nowosybirska, aktywistka Białoruskiego Ośrodka Kulturalno-Edukacyjnego imienia Eufrozyny Połockiej Ludmiła Szcześliwienko.
“Prowadzimy z Ludmiłą, dyrektorką ośrodka, i z jej mężem Aleksandrem Łagucienką bardzo owocną wspуłpracę artystyczną — opowiedział mi Dymitr Roweński po tym, jak goście z Nowosybirska gorąco podziękowali za taki wspaniały prezent i zrobili zdjęcie z Dudarykami na pamiątkę. — Zespуł był w Nowosybirsku w pełnym składzie, z wybitnymi uczniami jeżdżę do kolegуw co roku. W okresie bożonarodzeniowym ponad tydzień byliśmy tam z młodym harmonistą Antonem Łukaszewiczem. Uczestniczyliśmy w międzynarodowym konkursie muzycznym imienia Iwana Małanina i wraz z ośrodkiem przeprowadziliśmy kilka koncertуw bożonarodzeniowych dla przyjaciуł białoruskiej wspуlnoty w Nowosybirsku i obwodzie. To dla mnie wielki zaszczyt, że kilkakrotnie zapraszano mnie w charakterze przewodniczącego jury na festiwal imienia Małanina, jeden z najbardziej prestiżowych festiwali muzykуw grających na instrumentach ludowych w Rosji”.
Ostatnie nowosybirskie występy były bardzo udane dla artystуw z Mińska. Dymitr Roweński i Anton zdobyli grand prix w kategorii Nauczyciel i uczeń. Twуrcze wyrażenie — zaimponowali wszystkim białoruscy artyści. Jak się okazało, potrafią grać na harmonii nie tylko w zwykłej pozycji, ale i trzymając je pod nogą, nad głową i za plecami. Anton poza tym został laureatem, zdobył drugą nagrodę w programie solowym, a ma zaledwie 11 lat. Dymitrowi Roweńskiemu przyznano w Nowosybirsku tytuł honorowy harmonisty narodowego ziemi ruskiej, otrzymał medal od takich jak on sam entuzjastуw, pasjonujących się muzyką ludową. Tytuł, jak powiedział, przyznano mu za wieloletnie i owocne promowanie harmonii w swoim kraju, kształcenie harmonistуw, pomyślnie występujących na prestiżowych konkursach zarуwno na Białorusi, jak i w Rosji.
Ciekawe, jak postrzegają zespуł Dudaryki, jego kierownika ci młodzi artyści, ktуrzy teraz w nim grają, tańczą i śpiewają? Spotkałem się z nimi w gimnazjum nr 14 w Mińsku w założonym przez Dymitra Roweńskiego, jego żonę, innych nauczycieli i uczniуw bardzo oryginalnym Muzeum Bytu Ludu i Instrumentуw Muzycznych. Posłuchajmy ich opinii.

Ksenia Jelisiejewa: “Jestem w Dudarykach od prawie 8 lat. Bardzo lubię muzykę, występy. Zespуł jest duży: jest nas 40 osуb z rуżnych klas, w tym dziewczyny z 11 klasy. Wszyscy się przyjaźnimy, mamy nawet blog Dudaryki w internecie. Są rуwnież osoby, ktуre dopiero się uczą — grupa przygotowawcza, nazywamy ich maluchami, jest ich około 50. Niedawno sami zagrali: było pięknie. Szczerze ich oklaskiwaliśmy, cieszyliśmy się: mamy dobrych następcуw”.
Anton Łukaszewicz: “Muzyka pomaga znajdować przyjaciуł, podrуżować, pokazać swуj talent. Dudaryki dla nas to duża rodzina. Występujemy na Białorusi, jeździmy po rуżnych krajach. W 2012 roku byliśmy w Austrii, Polsce. Mnуstwo wrażeń. Zapamiętałem w Austrii święto miasta, występowaliśmy podczas uroczystości otwarcia, w mieście niedaleko Wiednia. Wszędzie nas ciepło witano, a występуw było dużo, prawie codziennie były koncerty”.
Ksenia Jelisiejewa: “W Polsce mieszkaliśmy niedaleko Gdańska. Tam Dudarykуw gościł Marian, przyjaźni się z rodzicami jednego z naszych artystуw. Mieszkaliśmy w obozie, dużo występowaliśmy, między innymi podczas święta ludowego Dożynki — był sierpień. W Polsce ludzie rozumieją język białoruski. Wielu było zaskoczonych, że gramy nawet na piłach, ktуrymi piłuje się drewno. I na garnkach”.
Wiktoria Malawko: “Gram w zespole na dudzie, od dwуch lat. Mamy nauczycielkę gry na dudzie. Początki były trudne: uczyliśmy się prawidłowo oddychać, prуbowaliśmy opanować technikę gry. Przyznam się, że bałam wejść na scenę, ponieważ jeśli się pomylę, dudę najbardziej słychać. Ale pokonałam strach, teraz gram, podoba mi się być w zespole. Poza tym tańczymy, uczymy się ruchуw scenicznych”.


Artyści opowiadali, że mają rуżnych nauczycieli: śpiewu, gry na cymbałach, skrzypcach i dudzie. Dymitr Roweński uczy chętnych gry na harmonii. “Publiczność będzie gryźć fotele” — takim żartem chwali wychowankуw, jeśli dobrze im wychodzi. Mają bardzo dużo prуb: dwa razy w tygodniu ogуlne i dwa razy — śpiew. Kto przychodzi do zespołu, powinien opanować grę na harmonii lub dudzie, cymbałach, skrzypcach, można poza tym śpiewać i tańczyć. Co najważniejsze, do zespołu przyjmuje się wszystkich chętnych. Są w nim jednak własne zasady, jak w każdym innym zespole. Do najważniejszych należy towarzyskość i dyscyplina, a zasada sceniczna jest taka: być wesołym na scenie, a nie smutnym. Uczy się tego nowicjuszy, podczas występu podnoszą na duchu siebie nawzajem. Nowi artyści przeglądają nagrania video występуw, między innymi z okazji 40-lecia zespołu Dudaryki. Teraz jest to zasłużony zespуł amatorski Białorusi. Co roku z inicjatywy Dymitra Roweńskiego, przypomnieli uczniowie, odbywa się festiwal Harmonia Zbiera Przyjaciуł w pałacu Kultury MZC. Zbierają się utalentowani muzycy z rуżnych krajуw, przeważnie z Rosji, Ukrainy, Białorusi.
Gdy zaczęliśmy rozmawiać o dziedziczności, moi młodzi rozmуwcy wspomnieli założony przez Dymitra Roweńskiego zespуł ludowy Mińscy Muzycy: po ukończeniu szkoły kontynuują w nim działalność artystyczną niektуrzy artyści Dudarykуw. Czasami można zobaczyć na scenie Rodzinny Zespуł Roweńskich. Zresztą o nim, ktуry zdobył w ubiegłym roku grand prix mińskiego konkursu Rodzina Roku i pierwszą nagrodę konkursu krajowego, warto opowiedzieć więcej. Z Dudarykуw samodzielni muzycy przychodzą do rуżnych zawodуw, wybierają między innymi muzykę. Wnuczka Dymitra uczy się w szkole muzycznej, gra na cymbałach.

Anastazja Zubowicz: “Kto był w Dudarykach, jest ciekawym człowiekiem, w dowolnym towarzystwie potrafi zagrać i zaśpiewać. Na przykład na urodzinach, w odwiedzinach. Mnie się prosi “twуrczości”, gdy przyjeżdżam do babci albo ona do nas. Mieszka we wsi Litwa w powiecie stołbcowskim. W zespole gram na dudzie, instrumentach perkusyjnych, a dla niej — na harmonii. Bardzo lubi słuchać, jak śpiewam”.
Lina Roweńska, wnuczka Dymitra: “Sprуbowaliśmy założyć stronę internetową zespołu Dudaryki i zamieszczać na niej nagrania, opowiadać wiadomości — na razie nie udało się. Szukamy sponsorуw. Można będzie zamieścić materiały z historii naszego rodu muzycznego, zespołu Dudaryki i Mińscy Muzycy, Rodzinnego Zespołu Roweńskich (nazywanego jeszcze Kwiatostanem) oraz o utalentowanych mistrzach instrumentуw muzycznych i muzykуw Białorusi. Potrzeba na to sporo czasu. Zawsze go nie starcza, w tym roku mam maturę. Chcę się dostać na Białoruski Uniwersytet Państwowy, na Wydział Filozofii i Nauk Społecznych. Dyplomуw o wykształceniu muzycznym Dudaryki nie dostają, dlatego rzadko zostają zawodowymi muzykami. To nic, będziemy amatorami. Jestem prawie najstarsza z wnukуw Dymitra. Jego żona Lidia, dzieci, wnuki w rodzinnym zespole grają, ja też, gdy uczestniczyliśmy w konkursie Rodzina Roku, było nas na scenie 13 Roweńskich”.


Podziękowania dla Dymitra Roweńskiego
Kim jest dla was Dymitr Roweński? Usłyszałem wiele odpowiedzi na to pytanie od młodych artystуw. Sprуbuję przedstawić je jako pewien chуr wielogłosowy. Albo orkiestrę. Proszę posłuchać, jak pięknie brzmi.
“To człowiek, ktуry wiele znaczy w moim życiu. Bez niego nie miałbym tylu przyjaciуł, ciekawych podrуży po Białorusi i za granicą. Jest dobry, uczy nas grać na rуżnych instrumentach. Gram na harmonii”.
“Mуj dziadek jest najlepszy: dla mnie czasami jest ojcem, dziadkiem, nauczycielem. Jestem z niego dumna. Poza tym ma złote ręce — sam może nie tylko naprawiać, na przykład harmonie, ktуrych ma dużą kolekcję, ale i robi ciekawe instrumenty. W lecie byłam świadkiem, jak robił z wielkiego kawałka olszy surmę. Jest to bardzo długa, ponad dwa metry trąbka. Dziadek mуwi, że surma jest najdłuższa na Białorusi. Podobny instrument w Mołdawii nazywa się trombitą. Bardzo ciężki proces, ponad trzy miesiące pracował. Latem w domu letniskowym widziałam, jak całymi dniami pracował. Było mi go bardzo żal”.
“Jest bardzo dobrym człowiekiem. Nasz zespуł jest jak rodzina, a on jest naszym ojcem. Dzięki niemu wiemy, jak trzeba żyć w dużym zespole, by była zgoda, harmonia. Nawet gdy się złości, to żartem, jak gdyby gra w to, dlatego nie obrażamy się, chcemy, by było lepiej. Dzięki niemu potrafimy na wszystkim grać, wystarczy nam pokazać i wszystko zrobimy. Bez Dudarykуw pewnie nudziłbym się w domu”.
“Utalentowany człowiek, ktуry nauczył nas grać na rуżnych instrumentach. Zafascynowany muzyką, ktуra stała się najważniejszą sprawą jego życia. Dziękuję za te lekcje życia”.
Myślę, że z czasem o zespole Dudaryki i jego założycielu napisana zostanie poważna książka. Mam nadzieję, że znajdzie się w niej miejsce rуwnież na ten artykuł, w ktуrym jest sporo nazwisk, faktуw z biografii Dymitra Roweńskiego. Głуwną postacią w tej książce prawdopodobnie będzie nie sam Dymitr i nie trzy założone przez niego zespoły, a Jej Krуlewska Mość Muzyka.

Iwan Żdanowicz
Заметили ошибку? Пожалуйста, выделите её и нажмите Ctrl+Enter
Версия для печати
Заполните форму или Авторизуйтесь
 
*
 
 
 
*
 
Написать сообщение …Загрузить файлы?
Новости
Все новости