Zadanie na jutro

Inwestycje w rozwój białoruskiego przemysłu maszynowego będą się udzielać tylko na konkretne rynki zbytu
Podczas odwiedzania Mińska Fabryka Samochodowa S.A. przezydent Aleksander Łukaszenka powiedział mianowicie tak. I na to są podstawy.

Przemysł maszynowy na świecie przeżywa dzisiaj nie najlepsze czasy. Zapotrzebowanie w technice spadło wielokrotnie powszechnie we wszystkich segmentach. W wyniku MAZ zmagazynował nadmierne zapasy gotowej produkcji, nagle wzrosła wartość należności za wysłaną, ostro dał się odczuć deficyt aktywów płynnych. Państwo pomogło. Za pomocą leasingowych schematów, subsydiowania konsumentów i niektórych innych narzędzi magazyny udało się odciążyć. Gospodarka trochę się poprawiła. Kierownictwo fabryki poszukuje nowe rynki. Czy z powodzeniem? Jakim widzi się dzień jutrzejszy? W tym nie tylko “Mińskiej Fabryki Samochodowej”, ale całego białoruskiego przemysłu maszynowego. Podczas wizyty prezydenta była rozpoczęta ważna rozmowa, wynikiem której w szerokim sensie powinny być odpowiedzi na te pytania.


Na wystawie przed kierownictwem fabryki były pokazane modele nowości białoruskiego przemysłu maszynowego, na wydziale na terytorium — producentów części samochodowych. Na początku planowało się, że po zapoznaniu się z ekspozycją będzie przeprowadzona narada produkcyjna o perspektywach branży. Tę część prezydent odwołał. Za bardzo wielki i obszerny jest ten temat, żeby omawiać go mimochodem. Tylko zapoznanie się z produkcją i raporty dyrektorów obok gablot zajęły prawie pięć godzin. Otrzymane informacje trzeba uogólnić, dokładnie przeanalizować. Ponadto, Aleksander Łukaszenka zażądał, aby podczas rozmowy wynikowej byli obecni nie tylko dyrektorzy i władze. To nie da pełnego obrazu. Trzeba zaprosić tych, kto sprzedaje nasze maszyny w różnych krajach, tych, kto na nich pracuje. Niech oni szczerze wypowiedzą swoje pretensje i życzenia. Tylko tak można otrzymać realne pojęcie o zapytaniach ofertowych rynku po to, aby wybudować perspektywiczną strategię rozwoju branży. To sprawa niedalekiej przyszłości. Niemniej jednak, niektóre konkluzje mamy już dziś.

Prezydent zwrócił się z pytaniem do kierownictwa BelAZ, MTZ, “Amkodor”, jak sie czują w porównaniu do MAZ. Okazało się, że mińszczanie czują się najgorzej.

— To ten poziom, niżej już upaść nie można — szczerze powiedział prezydent już podczas spotkania z kolektywem roboczym.

Pracownicy stali się surowszymi, marszczyli się, ale zgodnie kiwali głowami. Ta sama reakcja była na słowa Aleksandra Łukaszenki o tym, że los zakładu jest w ich rękach. Rynki się podbija jakością. I każda niedbale zaciśnięta nakrętka na taśmie — minus autorytetowi białoruskiego brandu i, jak wynik, strata potencjalnego klienta, przegapiony zysk, a razem z tym wszystkim — dziura w funduszu płac. Taki jest związek pomiędzy nakrętką a pensją. Ludzie to rozumieją. Jednak większość z nich wierzy w przyszłość swojego zakładu. Jakby nie było trudno dziś. To pokazał sondaż, przeprowadzony przed wizytą prezydenta. Ale od kierownictwa kolektyw roboczy czeka na bardziej zdecydowane działania.

Istnieje plan rozwoju zakładu, czyli holdingu BelavtoMAZ. Nie będę na razie wdawać się w zawiłości techniczne i wymieniać plany. Są uzasadnione. Poważnej odnowy potrzebuje większość odcinków i kierunków. A cena jest pokaźna. Około pół miliarda dolarów. Spora suma pieniężna. Chociaż nie można powiedzieć, że ona wzbudziła niepokój w prezydencie. On zadał tylko jedno pytanie: czy są rynki pod tę modernizację? A kiedy nie otrzymał dokładnej odpowiedzi, skonkretyzował:

— Otrzymacie pieniądze, być może i chińskie kredyty, tylko wtedy, gdy pokażecie, że macie rynki zbytu, gdzie można sprzedać tę produkcję. W przeciwnym wypadku nie damy ani kopiejki... Nie mogę zainwestować po raz kolejny setki milionów dolarów w tę branżę, za które wy stworzycie niejaki produkt i postawicie go w magazynie, a jeszcze gorzej — po prostu przejecie.

Na tym polega każda modernizacja. Można kupić i zmontować najbardziej postępowe urządzenia, wyszkolić personel, wyprodukować ładny, być może, jakościowy i całkiem dobry produkt. Ale bez z góry zaplanowanej i potwierdzonej przez potencjalnych konsumentów strategii sprzedaży inwestycje się nie zwrócą i się nie opłacą. Więc po co te poważne plany?

Chyba to jest kluczową tezą, którą powinni wziąć po uwagę wszyscy, którzy przyjmą udział w wynikowej rozmowie o losach białoruskiego przemysłu maszynowego. Co się tyczy taktyki, podczas wizyty w zakładzie MAZ Aleksander Łukaszenka zrobił kilka uwag, jak to się mówi, w same sedno. Producenci samochodów narzekają na surową konkurencję na rynku rosyjskim. A co im przeszkadza proponować takie warunki, w których oni będą mogli uczynić postępy? Na przykład, dać pięcioletnią gwarancję na technikę, jak to robią niektóre światowe producenci samochodów osobowych? Jeśli, oczywiście, są pewni jakości swojej produkcji. Nawiasem mówiąc, tutaj przyda się przykład BelAZ. Ten zakład już oznajmia o zasobie swoich samochodów bez odnowy do miliona kilometrów. I to działa.

Obok ekspozycji “Belgee” prezydent zainteresował się modelem samochodu “Geely” klasy premium. Solidne auto. Nastąpiło polecenie: urzędnicy od przewodniczących rejonowych komitetów wykonawczych do ministrów powinni przesiąść się do samochodów produkcji białoruskiej.

Jeszcze jeden ciekawy projekt: urządzenie na nowo maszyn rolniczych do pracy na ciekłym gazie. Ekonomia paliwa wychodzi bardzo istotna. Wszystko w waszych rękach. Do następnego sezonu rolniczego taką techniką powinny być skompletowane przynajmniej trzy gospodarstwa rolne. Na ich przykładzie będą oceniane korzyści i będą podejmowane decyzje o poszerzaniu doświadczeń.

Usilną rekomendacją prezydenta jest: nie rozpylać środków. Naoczny przykład: MAZ potrzebuje nowego przemysłu odlewniczego. Tego też potrzebuje i MTZ, i zakład motorowy, i jeszcze wiele zakładów. Czy trzeba budować nową odlewnię, jeśli dla ogólnej potrzeby prościej zbudować jedno centrum odlewnictwa? Ten projekt już się opracowuje. Analogicznie trzeba spojrzeć też na inne kierunki.

I, pewnie, najważniejsze, co powiedział prezydent pracownikom: MAZ będzie! Podobne zakłady, nasze narodowe brandy — chluba państwa. To nasza historia, która powinna stanąć się przyszłością. Wiadomo, w nowej jakości, ze współczesną ekonomią. Na razie przed kierownictwem holdingu stoi minimalne zadanie: zachować kolektyw i zagwarantować mu pensję. O zadaniach maksymalnych dla przemysłu maszynowego w ogóle konkretna rozmowa jeszcze przed nami.

Podczas wizyty w “Mińskiej Fabryce Samochodowej” Aleksander Łukaszenka porozmawiał z przedstawicielami kolektywu roboczego i odpowiedział na pytania pracowników. W szczególności prezydent opowiedział:

O niezbędności zachowania zgody i pokoju:

— Niektórzy kpią z mądrości życiowej “oby tylko nie było wojny”. Ale kiedy idzie wojna, czego potrzebuje człowiek? Tylko pokoju! To jest ważne. I chcę was zapewnić, że pytania bezpieczeństwa, wojny i pokoju nie powinny was niepokoić. Z nikim nie zbieramy się prowadzić wojny, jesteśmy ludźmi o dużym doświadczeniu. Ale ostatnio modernizowaliśmy swoją armię — myślałem o obronie swojego kraju. W tym samym celu wzmocniliśmy granicę z Ukrainą. Nie od niewinnych ludzi ogrodziliśmy się, nie — dla nich droga jest otwarta, uchodźców przyjmujemy i pomagamy im. Ale bandyci stamtąd do nas nie przejdą. Niech was nie denerwuje pytanie “wojny”. Dla nas głównym problemem jest gospodarka. Jeśli przeżyjemy te trudne czasy — a one prędzej, czy później się skończą — wtedy nikt nie jest dla nas straszny. Pokonamy to, my — silni ludzie.

Władimir Chromow
Версия для печати
Заполните форму или Авторизуйтесь
 
*
 
 
 
*
 
Написать сообщение …Загрузить файлы?