Tęsknota ma świetlana jest…

[b]Refleksje po spektaklu “Listopad. Andersen”, który kierownik artystyczny Narodowego Teatru Akademickiego Mikołaj Pinigin wystawił specjalnie dla starszego pokolenia aktorów. Przy okazji na zakończenie kolejnego sezonu teatralnego, sprawił przyjemność wielbicielom swojego talentu reżyserskiego i teatru[/b]Na samym początku rozczaruję amatorów intelektualnego gderania: w moich refleksjach o nowej inscenizacji teatru Kupały nie będzie go. Spektakl spodobał mi się. Smutny i jasny, każe po raz kolejny z wdzięcznością i przyjemnością zastanowić się nad tym, jak bardzo wyjątkowy jest teatr.
Refleksje po spektaklu “Listopad. Andersen”, ktуry kierownik artystyczny Narodowego Teatru Akademickiego Mikołaj Pinigin wystawił specjalnie dla starszego pokolenia aktorуw. Przy okazji na zakończenie kolejnego sezonu teatralnego, sprawił przyjemność wielbicielom swojego talentu reżyserskiego i teatru
Na samym początku rozczaruję amatorуw intelektualnego gderania: w moich refleksjach o nowej inscenizacji teatru Kupały nie będzie go. Spektakl spodobał mi się. Smutny i jasny, każe po raz kolejny z wdzięcznością i przyjemnością zastanowić się nad tym, jak bardzo wyjątkowy jest teatr. Budząc nasze uczucia, nie pozwala ulec presji stereotypu: z czasem uczucia ubożeją, tracą ostrość. Chociaż mogę przypuszczać, że tak się zdarza. Prawdopodobnie chodzi o geny i przynależność do pewnego typu psychofizycznego. Być może nawet o to, jak bardzo oszczędnie człowiek zużywa swуj potencjał zmysłowy, tak zwaną skуrę jaszczura, ktуrą wymyślił wielki Francuz Honore de Balzac.

Prywatnie
Znam starszych ludzi, ktуrzy wciąż pozostają młodzi duchem. Taka była moja matka Ukrainka. To pewnie po niej odziedziczyłam zdolność podziwiać, wspуłczuć, płakać i szczerze się śmiać. Teraz, gdy to piszę, mam łzy w oczach. Uczucia ożywają i skojarzenia składają się na słowa. O tych starszych ludziach, na ktуrych w realnym życiu czasami patrzę ze wspуłczuciem. Na ich twarzach widzę uczucie winy, jak gdyby przepraszają za to, że się zestarzeli. Czasami przyjdzie do głowy nieprzyjemna myśl: czy ja rуwnież kiedyś będę taka? Natychmiast prуbuję ją przegonić, wspominając jak po sprowadzeniu swojej matki z Ukrainy prowadziłam z nią treningi psychologiczne. Mуwiłam jej: nie smuć się, kochamy cię i doceniamy, jesteś nam potrzebna. Oczywiście matce pomogły nie tyle słowa, ile realna opieka nad nią. Nigdy nie zapomnę, jak powoli łagodniała, jak z 80-letniej staruszki z smutnym i zagubionym spojrzeniem, ktуra jechała do Mińska umierać, stała się poważną i piękną damą.
W przeszłości matki były głуd i wojna, liczne straty. Ja i domownicy obserwowaliśmy, jak powoli odzyskiwała uczucie godności, przytłoczone ciężarem samotności i troski o chleb powszedni. Cieszyła się: ona, uczestniczka wielkiej wojny ojczyźnianej dostawała państwowe pocztуwki z pozdrowieniami z okazji Dnia Zwycięstwa z podpisem prezydenta, pocztуwki władz dzielnicy pierwomajskiej, a wnuki i prawnuki 9 maja przynosili tulipany i konwalie. Z wielkości swojej dużej w porуwnaniu z ukraińską emerytury uczestnika wojny rуwnież się cieszyła. Z mimozy z okazji 8 marca. Z nowego, kupionego dla niej ubrania i obuwia, ktуre na szczęście zdążyła znosić. Z koncertуw i spektakli. Pamiętam, jak bardzo matka podziwiała Bogdana Stupkę w roli Tewie Mleczarza, gdy Teatr Dramatu Rosyjskiego imienia Lesi Ukrainki przyjeżdżał z Kijowa do Mińska, i wspominała, jak w młodości sama występowała na scenie teatru w mojej rodzinnej miejscowości Wołczańsk w powiecie charkowskim. Nie zapomnę, jak bardzo była dumna, że jej cуrka pracuje w czołowej gazecie kraju Białoruś Dziś i pisze o znanych ludziach. Myślę, że mojej matce spodobałby się spektakl teatru Kupały.

Świat nieuchronności
Nie będę doszukiwać się przyczyn, dlaczego tak smutne są twarze starszych ludzi. Jak bardzo ich smutek zależy od pomocy społecznej weteranуw pracy, udzielanej w rуżnych krajach, w tym na Białorusi. Dużo o tym piszą specjaliści w dziedzinie psychologii. Całkiem możliwe, że przyczyny smutku mają prywatny charakter. Zresztą Mikołaj Pinigin wraz z Heleną Popową nie badają przyczyn społecznych. Pytanie, po co wystawił ten spektakl, jednak przychodzi do głowy. Na pewno nie dlatego, by narzekać, że w 1950 roku zburzono klasztor dominikański przy centralnym placu w Mińsku, gdzie teraz wieczorami widać światła Pałacu Republiki. Prawdopodobnie reżyser wcale nie zamierzał zwracać uwagi na problem wyrębu starych parkуw. Każdy rozsądny człowiek rozumie: zabudowa miasta, budownictwo inwestycyjne wiąże się z pewnym rozwiązaniem architektonicznym, a zarazem z oburzeniem społeczeństwa, poszukiwaniem przez władze tak zwanego złotego środka, by jak w przysłowiu wilki były syte i owce całe. Nie zawsze jednak tak jest. To poważny problem, ponieważ dotyczy interesуw obywateli. Myślę, że dramatopisarka Helena Popowa nie po to pisała sztukę. Akcenty społeczne podporządkowane są głуwnej melodii — nazwanej obrazowo przez poetуw jesienią życia, ktуra przychodzi do każdego człowieka. Tam, gdzie następuje ten okres życia człowieka, tam są nostalgiczne wspomnienia, tęsknota za przeszłością i wszystkimi jej atrybutami. W tym starymi parkami, gdzie minęła młodość.
Spektakl “Listopad. Andersen” opowiada o siedmiu postaciach. Emerytach. Odchodzącym pokoleniu, ktуre na razie jest z nami. O starości. I o młodości, ktуra tak rzadko ją słyszy. O tym, że to niedosłyszenie nie jest tragedią, na wszystko jest swуj czas. Tragedia to raczej sam proces starzenia się.
Podczas spektaklu przypomniało mi się, jak razem z koleżanką prowadziłyśmy w białoruskim radiu cykl programуw Baśnie — mądre wskazуwki. Zapraszałyśmy młodszych uczniуw, z ktуrymi uczyłyśmy się dostrzegać podtekstu baśni, “orałyśmy” warstwy mądrości, ktуre zawierały. Trzeba było widzieć, jak bardzo podobało się dzieciom odkrywać to, o czym się nawet nie domyślały. Przyznam się, że czytając trzyletniemu synowi baśnie Andersena, nawet nie podejrzewałam, że za nagością cesarza kryje się coś więcej niż jego “szaty” uszyte przez oszustуw. Dla mnie, młodej matki, i mojego malucha sytuacja była po prostu śmieszna.
Dwa zbiory baśni Andersena stoją na widoku na pуłce, czasami zaglądam do nich, wspominając “Dziewczynkę z zapałkami”, “Calineczkę” i baśń o dzielnym ołowianym żołnierzyku. Nadal pamiętam swoje uczucia, gdy sama czytałam te baśnie, będąc dzieckiem. Zachwycałam się malutką dziewczynką, ktуra urodziła się w kwiatuszku, płakałam, że mogła zostać żoną Kreta i utknąć w norze. Było mi wstyd z powodu Małego Klausa, ktуry sprzedawał zmarłą babcię.
Myślę, że Mikołaj Pinigin nie jest wyjątkiem w gronie miłośnikуw baśni Andersena. Prawdopodobnie to zamiłowanie oraz szacunek wobec starszego pokolenia aktorуw teatru Kupały podpowiedziały mu pomysł sztuki, o ktуrym opowiedział Helenie Popowej. Wyszła wzruszająca historia o starszych ludziach, ktуrzy siedząc na ławkach w parku opowiadają bawiącym się dzieciom baśnie Andersena: “Mały Klaus i duży Klaus”, “Słowik”, “Nowe szaty cesarza”, “Pasterka i kominiarczyk”, “Dzielny ołowiany żołnierzyk”, “Choinka”. Przez pryzmat baśni, ktуre w stylu quazi-teatru masek błyskotliwie grają młodzi aktorzy, opowiadają historie swojego życia, pozwalające zrozumieć, kim są. Okazuje się, że większość z nich była potrzebna i miała uznanie w okresie radzieckim. Przeżyli już dramatyczne oderwanie od społeczeństwa, w ktуrym obejmowali ważne stanowiska, moment przejścia do świata emerytуw, bardzo ciężko przeżywany w realnym życiu przez większość ludzi.
Mądry pomysł zaangażował w spektaklu aktorуw starszego pokolenia, wśrуd ktуrych byli artyści narodowi i zasłużeni. Czternaście osуb występuje w sztuce w dwуch zespołach: Maria Zacharewicz, Zinaida Zubkowa, Halina Orłowa, Nina Piskarowa, Natalia Koczetkowa, Tamara Nikołajewa, Genadiusz Garbuk, Aleksander Podobied, Genadiusz Owsiannikow, Arnold Pomazan, Mikołaj Kiryczenko, Sergiusz Krawczenko, Jerzy Malawski, Włodzimierz Rogowcow. Są błyskotliwi. Na pierwszy rzut oka nie mieli nic do zagrania, niezbyt wiele słуw. Zagrali jednak. Znani mistrzowie sceny łatwo sobie radzą bez słуw. Tekst jest maksymalnie prosty i zrozumiały. To dobrze. Aktorzy na scenie najczęściej milczą. Profesjonalizm, wyjątkowe umiejętności starszego pokolenia umożliwiają grę bez mnуstwa słуw. Jeśli nie spodziewasz się po spektaklu niuansуw, ktуre zawierają długie dialogi, na pewno zauważysz bogate życie wewnętrzne postaci. Aktorzy milczą na rуżne sposoby, lecz tak wymownie, że czasami się wydaje: wiem, o czym myślą bohaterzy i nawet, jak traktują innych. Na pewno w trakcie pracy nad swoimi postaciami aktorzy wymyślali dla nich biografie. Oczywiście każdy ma swoje repliki, wchodzą na środek sceny z monologiem. Opowiadane historie pozwalają uwypuklić wewnętrzny świat każdego, w ktуrym a priori jest coś pozytywnego i negatywnego.
Czy nasi starcy czują się nie potrzebni, porzuceni? Nie. Są całkiem zadbani, stateczni. Wygląda na to, że z intelektem większość nie ma kłopotуw. Wcale nie chodzi o to, że społeczeństwo czegoś nie dodaje starszym ludziom, mało się o nich troszczy. Teatr raczej zwraca uwagę na osobisty bagaż moralny każdego z nas, podłoże moralne człowieka — na wszystko, co rуwnież w starości pozwala czuć się godnie — nie porzuconym przez wszystkich człowiekiem, człowiekiem, ktуry nie zawraca sobie głowy pytaniem: czy jestem potrzebny społeczeństwu, dzieciom i wnukom? Być może dla pozytywnej bohaterki Marii Zacharewicz-Niestrańskiej wszystko jest dobrze bez jakichkolwiek przyczyn. Po prostu jest jej dobrze i cieszy się z życia. Takim jest człowiekiem. Zacharewicz zagrała inteligentną i szlachetną starość, godną szacunku i podziwu. Być może w imię takiej pięknej starości, przygotowywanej przez całe życie człowieka, Popowa zmienia finał baśni o dzielnym ołowianym żołnierzyku i pozwala bohaterom — Baletnicy i Żołnierzykowi spotkać się. Wiara w cuda zawsze jest wspaniała. Marzenia jak wiadomo się spełniają. W charakterze prezentu od losu za piękno duszy. Nie byłabym tego tak pewna, gdyby w życiu nie znałam analogicznych przykładуw. Nie tak dawno podobny przypadek zdarzył się z moją 55-letnią kuzynką.
Błyskotliwie wykreowała Tamara Nikołajewa przeciwieństwo Niestrańskiej — Walę, jako przykład kobiety, w ktуrej wspomnieniach są byt, garnki, niezadowolenie z życia i zazdrość o losy innych ludzi. Ktуrej życiowa, przyziemna “pseudomądrość migocze i tli się” obok wzniosłego ustroju duszy Niestrańskiej.
Nienatrętnie kołysze się cienkie płуtno spektaklu, to co wibruje na poziomie duszy. Im bardziej ostro czujesz tragizm życia, w ktуrym starość jest nieuniknionym jej okresem, tym bardziej zdajesz sobie sprawę: jaki będziesz sam, taka będzie twoja starość.
Czasami w spektaklu zaciera się granica między postaciami i jego baśniowymi “sobowtуrami”. Aktorzy wbiegają lub wchodzą na pomost, gdzie toczy się akcja baśni, grają razem z baśniowymi postaciami albo zamiast nich. Bohater Arnolda Pomazana — Pierwszy minister w baśni “Nowe szaty cesarza” sprytnie wkłada na siebie kostium człowieka struktury władzy: wie jak się zachowywać z kierownictwem. Potrafi rуwnież Mikołaj Kiryczenko — Minister finansуw, ktуry z pewnym dziecięcym zadowoleniem opowiada o tym, że dobrze się orientuje jak, gdzie i co powiedzieć. Prawdę znają dzieci. Dlatego mуwią to, co myślą i nie boją się, że ktoś uzna je za niemądre.
W baśniowych wątkach łatwo dostrzec realia życia, a w realiach baśniowe wątki — ten chwyt aktywnie wykorzystują inscenizatorzy. Poprzez pryzmat baśni Andersena, poprzez aluzje ukazuje się świat wewnętrzny starszych ludzi. Czy cierpią z tego powodu, że w życiu postępowali nie zawsze tak, jak by chcieli? Prawdopodobnie tak. Przecież są ludźmi. Wszyscy właściwie są dobrymi ludźmi, ktoś jest nastawiony bardziej negatywnie, ktoś odwrotnie. Dziennikarz i pisarz Jerzego Malawskiego — Kuroczkin mуgłby “śpiewać” jak mechaniczny słowik z baśni “Słowik”, by dogodzić obcym opiniom, wtedy utraciłby swуj talent. Kuroczkin wolał nie zdradzać prawdy. Wspaniałą ilustracją jest baśń “Słowik”, w ktуrej Śmierć (Marta Gołubiewa) odchodzi od Cesarza (Aleksander Kazieła), ponieważ wybiera on śpiew żywego Słowika (Julia Szpilewska).

…I żadnej analizy
Nie mogę nie wspomnieć o dziewczynie, ktуra podeszła do nas w przerwie i poprosiła zajrzeć do programu. Mуwiła po białorusku i w jej wizerunku było dużo białoruskości: w uczesaniu i stroju ze lnu. Wzięła program teatralny, ledwo spojrzała i zwracając go ze skupioną twarzą powiedziała, jak gdyby zapraszając do dyskusji: “Coś podobnego... Szkoda... Żadnej analizy”… Zaśmiałam się i nie zdążyłam doradzić młodej intelektualistce po analizę pуjść na spektakl Pinigina “Translation”. Dziewczyna szybko poszła do foyer, prawdopodobnie szukać ludzi o tych samych poglądach. Tak bardzo chciałam jej powiedzieć: dziecko, nie bуj się uczuć, wtedy filozofia sztuki będzie zrozumiała.
Spektakl teatru Kupały, ktуrego gatunek określono jako baśnie dla dorosłych, nawiązuje przede wszystkim do naszych uczuć. Z głębokich uczuć rodzi się świadomość. Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że przeszłość nigdzie nie odchodzi, jest ściśle związana z teraźniejszością, a być może rozpływa się w niej. Pary przeciwieństwa — młodość i starość — są przeciwieństwem tymczasowym, szybko doganiają siebie nawzajem. Dlatego piosenka o pięciu minutach z filmu “Noc karnawałowa”, popularna wiele lat temu, za czasуw młodości naszych bohaterуw, nie brzmi jak anachronizm, jest wciąż świeża, jak dawniej. Jest całkiem na miejscu tam gdzie dopiero co brzmiały fanfary przed wejściem Cesarza (Paweł Jaskiewicz). Tak teatr przypomina, że nasze życie jest mikstem szczerości i udawania, radości i smutku, mądrych i głupich rzeczy. I naszych chęci bycia lepszym. I trudności w ich osiągnięciu. Cieszą dekoracje, wykonane przez mistrza białoruskiej scenografii — Borysa Gierłowana. Ich skromność i lakoniczność nie przeszkadza wymowności. W środku sceny są pomosty. Jeden nachodzi na inny jak ułożone warstwy, lekko pochyłe w stronę awansceny. Na niej po lewej i po prawej są ławki. Tamte nie modernizowane, z wygodnym oparciem, na ktуrych jeszcze przed wojną nasi dziadkowie, rodzice. Uroku dodają ekrany w tyle, umieszczone pod kątem w stosunku do siebie. Na nich za pomocą grafiki komputerowej i animacji kartkuje się książkę baśni Andersena, kręci się fragmenty wspуłczesnej reklamy telewizyjnej, rosyjski aktor Weniamin Smiechow recytuje wiersz Aleksandra Puszkina “Pieśń bachiczna”, jak na obrazach w świetle pomarańczowego zachodu słońca sztywnieją krzaki. Wszystko to wzmacnia wrażenie wzajemnego przenikania się czasуw i losуw, rzeczywistości i imaginacji.
Wspaniałe są stroje Alony Igruszy, barwne i stosowne. Nie krępują plastyki aktorуw, grających w baśniach. Każda pozwala zdolnej młodzieży teatru popisać się. Aktorzy nie chowają się za maskami. Za umowną sztucznością, lalkowością ruchуw i zamierzoną teatralnością intonacji widoczny jest talent każdego aktora, umiejętność przekazania ukrytych treści baśni. Chociaż na pierwszy rzut oka nic specjalnego nie robią, po prostu bawią się jak dzieci. Cieszę się, że młodzież w teatrze imienia Janki Kupały jest zdolna i słyszy swojego reżysera.
Poza tym cieszy finał. Jest bardzo przejmujący, jak przejmująca i jasna jest muzyka Andrzeja Zubrycza. Brzmi uroczyście, gdy bohaterzy zbierają się razem jak stadko ptakуw przed lotem do dalekiego kraju. Stoją nieruchomo, przytulając się do siebie, uchwyceni przez reflektor. Odnosi się wrażenie, że siedmioro starcуw patrzy prosto w mrożącą krew w żyłach Wieczność. Tak, w ich przeszłości wszystko było jasne i zrozumiałe, w teraźniejszości właściwie też. Tylko co będzie tam, w Niebie, skąd pada pierwszy listopadowy śnieg — nikt nie wie.

Walentyna Żdanowicz
Заметили ошибку? Пожалуйста, выделите её и нажмите Ctrl+Enter
Версия для печати
Заполните форму или Авторизуйтесь
 
*
 
 
 
*
 
Написать сообщение …Загрузить файлы?
Новости
Все новости