Myśl, Czacki, myśl!

[b]Premiery spektakli według komedii Aleksandra Gribojedowa “Mądremu biada” w Narodowym Akademickim Teatrze Dramatycznym imienia Maksyma Gorkiego zbierają pełne widownie. Dawna historia nabywa nowy wymiar[/b][b]I dym ojczyzny jest cudownym aromatem[/b] Znany z lektury szkolnej tekst sztuki Gribojedowa w wykonaniu aktorów teatru dramatycznego budzi nostalgię. Przypomniały mi się lekcje literatury, gdy czytaliśmy sztukę “Mądremu biada”. Uczyliśmy się na pamięć monologów Czackiego, wypisywaliśmy aforyzmy i skrzydlate słowa, których jest dużo w komedii.
Premiery spektakli według komedii Aleksandra Gribojedowa “Mądremu biada” w Narodowym Akademickim Teatrze Dramatycznym imienia Maksyma Gorkiego zbierają pełne widownie. Dawna historia nabywa nowy wymiar

I dym ojczyzny jest cudownym aromatem
Znany z lektury szkolnej tekst sztuki Gribojedowa w wykonaniu aktorуw teatru dramatycznego budzi nostalgię. Przypomniały mi się lekcje literatury, gdy czytaliśmy sztukę “Mądremu biada”. Uczyliśmy się na pamięć monologуw Czackiego, wypisywaliśmy aforyzmy i skrzydlate słowa, ktуrych jest dużo w komedii. Zastanawialiśmy się, dlaczego wielki krytyk Wissarion Bieliński nazwał Czackiego krzykaczem i frazesowiczem, zaś Aleksander Puszkin dobrym i szlachetnym człowiekiem. Nawet graliśmy poszczegуlne sceny.
Miałam szczęście: literaturę rosyjską wykładał myślący nauczyciel. Był rуwnież wychowawcą klasy, uczył nas, swoich uczniуw, odważnie traktować, jak teraz się mуwi, energię mentalną. Uczył nie bać się wypowiadać, nawet jeśli nasza opinia rуżni się od powszechnie uznawanych poglądуw na zjawiska życiowe i literackie. Podczas jego lekcji poznawaliśmy naukę zwalczania stereotypуw, tłumiących wolne myślenie, uczyliśmy się nie powtarzać banałуw. Dobrze pamiętam, jak cytując lub czytając rуżne opinie krytykуw na temat komedii “Mądremu biada”, ciągle zadawał pytanie: “A co wy o tym sądzicie?”.
Już wtedy, chociaż niejasno, rozumiałam: Czacki jest nie tyle demaskatorem władzy absolutnej, lecz utalentowanym młodym chłopakiem, ktуry nie cierpi fałszu i hipokryzji, mуwi to, co myśli. Ze względu na młodzieńczy maksymalizm nie potrafi milczeć tam, gdzie mуwić nie ma sensu. Właśnie ten akcent nauczyciela na postaci Czackiego zapamiętałam podczas lekcji w szkole. Poza tym przypomniało mi się, jak trudno było sformułować swoje rozumienie postaci Czackiego, Zofii, Mołczalina. Jak teraz uświadamiam sobie, wychowawca klasy potrafił rozsunąć granice programu szkolnego, pozwalał spośrуd odmiennych opinii krytykуw, wspуłczesnych Gribojedowa o ważnym utworze wybrać to, z czym się zgadzasz, albo syntezować kilka.
Teraz swojego ulubionego nauczyciela i tych, kto myślał poza granicami radzieckiego programu szkolnego, wspominam z wdzięcznością. Każdy z nich podzielił się ze mną bezcennym doświadczeniem.
Spektakl teatru dramatycznego był dla mnie prezentem, powracającym do przeszłości. Przypomniała mi się szkoła. Prawdopodobnie nie tylko mnie, na sali słychać było ożywienie, gdy brzmiały słynne wyrażenia: kto szczęśliwy, nie patrzy na zegar; błogosławiony ten, co wierzy — przytulnie mu na świecie; domy nowe, lecz przesądy stare. Widzowie, młodzi i starsi, uśmiechali się, każdy ma własne skojarzenia związane ze sztuką “Mądremu biada”. Wyrażenie “choć świeża pamięć, już się nie chce wierzyć” wezwała z mojej szkolnej przeszłości postać nauczycielki historii, ktуra za każdym razem z niezapomnianą intonacją powtarzała go, gdy jakiś Włodek, ktуry nie odrobił zadania, prуbował wymyślić usprawiedliwienie. Pozostali nie mogli powstrzymać śmiechu.
O szkole, nauczycielach, miejscowości, gdzie dorastałam, szczegуlnie mile wspominałam po spektaklu. Postacie przeszłości ożywały w pamięci. Oto on, mуj Wołczańsk. Jak na dłoni: wystarczy wejść na wzgуrza, ktуre w dzieciństwie wydawały się wielkimi gуrami, otaczającymi go na pуłnocy. Tonie w zieleni. A oto znajome zarośla tarniny. Na Ukrainie jest nazywana terenem. Rośnie nadal na stokach parowu, do ktуrego przylegał ogrуd rodzicуw. Liście tego kolczastego krzewu, czerwone jesienią nie opadały prawie do zimy. Na tle pierwszego śniegu tarnina wyglądała bosko, budziła wyobraźnię swoimi barwami, nasuwała myśli o lecie i długich wakacjach, o wyprawach “w gуry”, z ktуrych tak bardzo lubiłam o rуżnej porze roku patrzeć na domy, nad ktуrymi unosił się dym z piecуw i ognisk. Pуźną jesienią, żując cierpkie jagody tarniny, lubiłam oddychać aromatem opadających liści i marzyć o dalekich krajach, gdzie zawsze świeci słońce, kwitną azalie, oleandry. Nie raz bywając w ciepłych krajach, coraz częściej w myślach powracam do rodzinnych okolic, marząc o aromatach dzieciństwa. I dym ojczyzny... Spektakl teatru dramatycznego zaostrzył dawne marzenia.

Sztuka na wszystkie czasy
Taką opinię o sztuce “Mądremu biada” w środowisku teatralnym słyszałam wiele razy. Właściwie sama po premierze ostatecznie przekonałam się: wybуr głуwnego reżysera Sergiusza Kowalczyka był słuszny. Powiedziałabym nawet: bez przegranej. Sam tekst tej inteligentnej, ironicznej sztuki gra jak czołowy aktor i skazuje teatr na przychylną uwagę publiczności. Praca nad takim tekstem poetyckim jest wspaniałym treningiem dla aktorуw. Nie przypadkiem w środowisku krytykуw istnieje opinia: sztuka Gribojedowa “Mądremu biada”, ktуra ma za sobą ponad sto pięćdziesiąt lat, jest prуbą dojrzałości dowolnego teatru rosyjskiego. Nie pamiętam, kto z nich powiedział: jeśli są aktorzy na wszystkie role tego utworu, to jest dobry zespуł, poradzi sobie z dowolnym repertuarem. Czyżby w naszym teatrze dramatycznym brakowało aktorуw, skoro nigdy nie wystawiano tej sztuki Gribojedowa? Rozumiem, że to tylko spekulacje myślowe, nic więcej. Nikt w kraju nie ma wątpliwości, że zespуł aktorуw teatru dramatycznego imienia Gorkiego potrafi dobrze zagrać.
Czy reżyser jest zadowolony ze sztuki? Sądzę, że może zamartwiać się tylko z tego powodu, że nie wszyscy aktorzy poradzili sobie z inteligentną poezją Gribojedowa. Tak, tekst jest długi, można w nim utonąć, dlatego czasami podczas premiery aktorzy mуwili za szybko, czasami “przeżuwali” wyrażenia. Z czasem będzie lepiej, pomyślałam. Gdy tekst dramatyczny, jak mуwią sami aktorzy, przestanie trzymać. Obejrzałam spektakl po jakimś czasie i ucieszyłam się. Tekst, jak nowy garnitur, do ktуrego człowiek z czasem się przyzwyczaja, pasował większości aktorуw.
Jak mуwią zawodowcy, mowa sceniczna to delikatna sprawa. Przykładem błyskotliwej mowy jest gra artystki narodowej Białorusi Olgi Klebanowicz. Jej hrabina Chlestowa jest przekonująca. Zaborczy charakter tej moskiewskiej jaśnie pani, kształtującej opinię publiczną, łatwo rozpoznać już w pierwszej wypowiedzi, ktуrą pojawiając się na scenie w otoczeniu świty Klebanowicz mуwi głośno i wyraźnie. Aktorka jak zawsze znalazła potrzebną tonację i świetnie wciela się w postać opiekunki młodej Zofii. Mowa aktora Antona Bielskiego (Czacki) rуwnież jest wyraźna: widać wpływ szkoły moskiewskiego Instytutu Teatralnego imienia B. Szczukina. Prуbuje mu dorуwnać Weronika Plaszkiewicz — jej Zofia starannie wymawia swoje repliki. Ciekawe postacie wykreowali zasłużony artysta Białorusi Andrzej Duszeczkin (Platon Goricz) i Oksana Lesnaja (Natalia Goricz), takie typowe małżeństwo. Pierwsze skrzypce to oczywiście postać kobiety. Jest inteligentna i kobieca, sprawnie manipuluje mężem pantoflarzem. Trzyma go na krуtkiej smyczy. Platon, przyjaciel Czackiego w przeszłości, właściwie dobry człowiek, inteligent, nie ma innego wyboru niż prуbować dostosować się do swojej chytrej żony: dokonał swojego wyboru, gdy ożenił się z piękną kobietą. Dobry jest wyniosły ton Heleny Pastrewicz (księżnej Tugouchowskiej), w ktуrym wyraźnie brzmi uczucie książęcej wyższości. Wszystkie mniejsze role w wykonaniu czołowych aktorуw teatru dramatycznego potwierdzają znane wyrażenie Stanisławskiego o tym, że nie ma małych rуl. W tym zespole ludzkich charakterуw, słabostek i przyzwyczajeń, wykreowanym przez aktorуw teatru Gorkiego, każdy świetnie gra swoją partię. Sześć książęcych podekscytowanych cуrek na wydaniu niby stadko skrzeczących ptakуw w wykonaniu młodych aktorek teatru, wytwуr swojego środowiska: marzą tylko o tym, by wyjść za mąż za bogatego mężczyznę. Czyżby dziś dziewczyny są inne? Anton Zagorecki — Oleg Kuc, oszust i karciarz, w domu Famusowa pojawia się jak gdyby prosto z wspуłczesnego kasyna, gdzie blefując wygrał dużą kwotę. Postać Koca z wyjątkowym pożądaniem pije szampan. Warto zwrуcić uwagę na tę scenę, sprawia wrażenie.
Odrobinę groteski, odrobinę ironii, trochę spojrzenia z boku na grane postacie i ich psychologiczne uzasadnienie — za pomocą tych chwytуw teatralnych powstaje uogуlniony portret typowych postaci w maskach, tych co kształtują opinię publiczną: w jaki sposуb i według jakich zasad wszyscy powinni żyć. W układzie scenicznym, gdy Czacki jest już odrzucony, uznany przez społeczeństwo za wariata, z zaskakującą dokładnością działa chwyt reżyserski: całe famusowskie towarzystwo zastygło w jednej nieruchomej grupie. Nie można zrozumieć, czy są to wystraszeni ludzie, ktуrzy nie chcą wiedzieć o sobie nic z tych rzeczy, ktуre mogą podważyć ich stereotypy, zwyczaje albo jest to głuchy i wrogi mur odrzucenia każdego odmiennego stanowiska. Blado-sine światło zaostrzyło myśl reżysera o ponadczosowości tego zjawiska. Innymi słowy zawsze tak jest, dlatego sztuka Gribojedowa jest genialnie ponadczasowa.
Wszystkie elementy spektaklu są spуjne, ponieważ jest w nim trwały trzon znaczeniowy, ktуrego trzyma się każdy kawałek sceniczny. Dzieje się tak jedynie wtedy, gdy reżyser wie czego chce od aktorуw, od sztuki, potrafi uosobić własną percepcję. Oczywiście staje się zrozumiała z czasem: od prуby do prуby, czasami nawet od spektaklu do spektaklu. W miarę kształtowania się spektaklu interpretacja reżyserska jest coraz bardziej oczywista.
Tym razem Sergiusz Kowalczyk rezygnuje z bezpośredniego wydźwięku społecznego sztuki. Społeczeństwo według Kowalczyka to rуwnież my wszyscy. Nie karykaturalne typowe postacie, lecz osoby o rуżnym rozumieniu moralności, kultury, stosunkуw międzyludzkich oraz stosunku wobec pracy, zawodu. Ludzie jak to ludzie. Niektуrzy z nas chętnie zakładają maski przyzwoitości, konwencjonalności, stereotypуw, inni zaś łatwo, ze względu na otwartość usposobienia zrywają je lub w ogуle nie uznają tych masek, ryzykując być niezrozumianymi. Innym maska na zawsze zrosła się z twarzą. Ktoś służy sprawie, inny zaś — twarzy, a niektуrzy myślą: lepiej jest tam, gdzie nas nie ma. Jeden robi karierę ceną życia, inny za głуwną wartość uważa miłość i rodzinę. Trzeci szuka złotego środka. W społeczeństwie, zarуwno jak w każdym z nas, łączą się rуżne elementy. W naturze każdego człowieka jest miejsce na światło świadomości i ciemność podświadomości.
W wywiadzie mojemu koledze przed premierą reżyser wypowiedział się dość jednoznacznie, ujmując własną percepcję komedii Gribojedowa: “Filozoficzne ujęcie, ktуre wybraliśmy, może zainteresować wspуłczesnego widza. Wychodziliśmy z założenia, że trzy stanowiska życiowe głуwnych bohaterуw Famusowa, Mołczalina, Czackiego są właściwe wszystkim ludziom. Jest to chęć zachowania tradycji, konfrontacja i dostosowanie się. Człowiek żyje na skrzyżowaniu tych trzech linii, po kolei przymierzając każdą maskę”.
Ciekawe, że w teatrze prawie udało się zrealizować tę ideę.

Rodem z dzieciństwa
Ważny szczegуł: teatr dokładnie trzyma się tekstu sztuki. Przypomnę czytelnikom fabułę “Mądremu biada”. W domu bogatego moskiewskiego urzędnika Famusowa, troskliwego ojca siedemnastoletniej cуrki Zofii (w dwуch obsadach aktorskich grają go artysta narodowy ZSRR Rostisław Jankowski i artysta narodowy Białorusi Aleksander Tkaczonok) wszystko idzie swoją drogą. Po domu uwijają się słudzy: wesoła i nieco dell’artowska Liza (Helena Stecenko), sprytny bufetowy Pietruszka (Aleksy Sieńczyło), solidny Sługa (zasłużony artysta Białorusi Edward Goraczy). Tyka zegar, pali się w piecu, są przyjmowani potrzebni ludzie, prowadzone rozmowy o tym, jak ważny jest awans służbowy członkуw rodziny, organizowane są spotkania dla znajomych. Zofia jest zakochana w Mołczalinie (Rusłan Czernecki), sekretarzu ojca, człowieku o podwуjnych standardach, a ojciec marzy o wydaniu cуrki za pułkownika Skałozuba (Andrzej Krywecki), dzielnego żołnierza. Spokojną, senną atmosferę życia zakłуca przyjazd Czackiego, syna zmarłego przyjaciela Famusowa, ktуry wychowywał go razem ze swoją cуrką. Po trzech latach podrуżowania po świecie Czacki, zanim wrуcić do domu, pojawia się tam, gdzie był szczęśliwy w dzieciństwie i wczesnej młodości, bawił się z Zofią, ktуra według niego powinna rzucić się mu w objęcia. Niestety wszystko poszło nie tak, jak oczekiwał Czacki.
Jaki jest Czacki w wykonaniu Antona Bielskiego? Jego bohater nie jest demaskatorem ustroju społecznego. Kto ze wspуłczesnych uwierzyłby Czackiemu, ktуry krytykując wszystko i wszystkich sam staje się pośmiewiskiem? Najwyżej z niedowierzaniem skiną głową lub po prostu przejdą obok, nie zauważając go. Czacki nie pasuje do schematu, jak należy żyć, co mуwić. Tak, ze względu na młodzieńczy maksymalizm jest odważny i nie skrępowany, mуwi co myśli. Można założyć, że nie są mu obce rуwnież wewnętrzne podekscytowanie, chęć doskonalenia świata, jak to się zdarza, gdy ma się 20 lat i gdy wierzy, że wszyscy dotychczas, dziadkowie i ojcowie, nie mieli racji. I bardzo chce się zmienić ich powszechnie przyjęte poglądy na świat. Zgodnie z fabułą sztuki Czacki wraca z podrуży dorosłym człowiekiem, nadal zakochanym w Zofii. Nie spotkawszy jednak wzajemności na początku jest zagubiony. Bielskiemu udaje się przekazać ten nastrуj. Następnie jego bohater szuka winnych. Rozumiemy wуwczas: źrуdłem narastającego konfliktu Czackiego z całą resztą, ze społeczeństwem jest odrzucona miłość, a konflikt ma charakter osobisty. Czacki jest obrażony, dlatego zmienia się tok jego myśli. Najpierw mimo lekkiej trwogi jest życzliwy i przyjazny. Nadal ma nadzieję, że Zofia go kocha. Z resztą towarzystwa rуwnież rozmawia przyjaźnie, rzucając jednak repliki ukazujące, jego poglądy wolnościowe. Ciekawe, gdyby dziewczyna odpowiedziała wzajemnością na jego uczucia, czy rzuciłby w twarz przyszłego teścia przykre słowa: “Gdzie są, pokażcie nam, ojcowie tej ojczyzny, z ktуrych nam przykład brać należy?”. Myślę, że nie. Raczej by miłczał, a pуźniej ożeniwszy się z cуrką Famusowa zostałby rуwnie wiernym domownikiem jak jego przyjaciel Platon Goricz.
Finał spektaklu jest smutny: reżyser wrzuca Czackiego… prosto do kałuży. Chcąc dziarsko przeskoczyć przez stary płot przewraca się na rуwnym miejscu. Życie niby wyrzuca go na pobocze, gdzie zostaje siedzieć nie odnalazłszy się w miłości do Zofii. Jest mi żal Czackiego. Jego niezrealizowanych marzeń, czystej energii, ktуra rozbiła się o mur niezrozumienia, przede wszystkim tej, do ktуrej tak bardzo chciał wrуcić. Zofii rуwnież mi żal. Podoba mi się, że swoją delikatną bohaterkę Weronika Plaszkiewicz obdarza dużą energią wewnętrzną. Zofia nie jest załamana z powodu podłości Mołczalina, ktуry odpowiada jej miłością, jedynie licząc na awans. Wstrząsnęło nią jego wiarołomstwo, jednak w finale spektaklu jest w stanie szoku od samej siebie. Wydaje się, Zofia jeszcze długo będzie martwić się, że lekkomyślnie odrzuciła wielką miłość, jak to się czasami zdarza w młodości.
Podoba mi się rуwnież to, że teatr nie wywyższa Czackiego, nie robi z niego bohatera. Ta postać jest raczej odbierana jako uosobienie jednej prawdy życiowej, ktуra siłą rzeczy i bezkompromisowej młodości nie jest w stanie pogodzić się z jakąkolwiek inną prawdą. Na tym polega słabość Czackiego, ktуrego czystość i szlachetność są bezsilne wobec bezwstydnego wyrachowania Mołczalina.

A ktуż ci sędzie?
Rusłan Czernecki, grający Mołczalina, jest plastycznym aktorem, stwarza wyraźnie zarysowaną postać. Jego bohater jest jak duże, dobrze wytresowane zwierzę z rodziny kotowatych, ktуre jeśli trzeba położy się na plecach i ugryzie siłą swej dzikiej natury. Nawet zaśpiewa piosenkę miłosną. W spektaklu jest więcej miłych chwytуw. Przykładowo deszcz z cukierkуw w błyszczących liliowych papierkach, ktуrymi Pietruszka osypuje swoją ukochaną Lizę. Albo zdmuchiwanie świecy, symbolizujące wygasłe uczucia Zofii do Czackiego. I pojawienie się dzieci, ukazujące powrуt w myślach Czackiego i Zofii do dzieciństwa. Tego typu chwyty w teatrze nie są czymś rewolucyjnym, są to piękne szczegуły, ktуre nadają znaczenie całości.
Zapięty na wszystkie guziki płaszcz Czackiego, opuszczającego dom Famusowa, odbierany jest symbolicznie: w przyszłości nasz doświadczony bohater nie będzie się spieszył otwierać duszy. Zofia rуwnież stoi w zapiętym płaszczu, mocno trzymając ręce na piersiach. Znika wątek dziecięcy: dzieciństwo się skończyło, nie da się tam wrуcić. Dlatego też otwarte okazywanie uczuć tam, gdzie nikt na to nie czeka, jest nie potrzebne. Do otwartego serca może wedrzeć się każdy, jak dokładnie zauważył Michaił Bułhakow w słynnej powieści “Mistrz i Małgorzata”. Czy rozumie dramat cуrki głowa rodziny Famusow? Ani Rostisław Jankowski, ani Aleksander Tkaczonok zgodnie z koncepcją postaci nie zwracają na to uwagi. Najważniejsze dla nich jest szczęście Zofii. Nic innego nie da się tu wymyślić: taki jest kontekst sztuki. Rysunek roli natomiast każdy z aktorуw ma inny, mają własną paletę i intonacje. Famusow Jankowskiego jest okazały. Jego wierność tradycjom ojcуw to podstawa sukcesu i stanowiska w społeczeństwie. Bohater Rostisława Jankowskiego z jego światopoglądem nawet budzi wspуłczucie: jest święcie przekonany, że jest rzetelny i bez skazy pod każdym względem, i tak szczerze przeżywa zmiany w zwykłym trybie życia. Jego Famusow ani na sekundę nie dopuszcza myśli, że w przyjętym sposobie bycia może się coś zmienić. Dlatego robi krуlewskie pauzy tam, gdzie emocjonalny, impulsywny, nie znoszący krytyki własnych ideałуw bohater Aleksandra Tkaczonka spieszy ich bronić. Porywają go emocje, gdy słyszy coś, co nie odpowiada zwykłym wyobrażeniom. Cały jest jak obnażony nerw, gdy niepodważalne zasady, zgodnie z ktуrymi żyje społeczeństwo, są łamane i krytykowane.
Kilka słуw o innych składnikach spektaklu — muzyce Pawła Jakubczenki i scenografii Ali Sorokinej. Muzyka jest bardzo dokładna: ujmuje sedno każdej postaci, ich radość i trwogi. Bezdumne galopowanie tłumu podczas imprezy u Famusowa, gdy zabawa nabiera obrotуw, muzyka pomaga zrobić akcenty znaczeniowe. Zdjęcie ogromnego z wielkim orderem munduru, ktуry w spektaklu pełni funkcję zadrapowanej ściany w domu Famusowa, odsłania czarną przestrzeń, pustkę. Nawet przepaść. Jest to niezwykły obraz podświadomości ludzkiej. Właśnie dlatego finał spektaklu Kowalczyk przenosi z pokoi Famusowa na dwуr, przed głуwne wejście, gdzie panuje noc. Dosłownie spada na widza. Rozczarowany, obrażony Czacki, ktуry pragnie uciec z Moskwy, rуwnież wpatruje się w ciemność czy w głąb siebie. I zaczyna powoli doszukiwać się przyczyn, dlaczego przegrał.

Walentyna Żdanowicz
Заметили ошибку? Пожалуйста, выделите её и нажмите Ctrl+Enter
Версия для печати
Заполните форму или Авторизуйтесь
 
*
 
 
 
*
 
Написать сообщение …Загрузить файлы?
Новости
Все новости