Japoński piruet

Takatoshi Machiyama czwarty rok tańczy w Narodowym Akademickim Wielkim Teatrze

Takatoshi Machiyama urodził się w japońskim mieście Osaka. Jest absolwentem Akademii Rosyjskiego Baletu A. Wagonowej w Petersburgu. I już czwarty rok tańczy w Narodowym Akademickim Wielkim Teatrze. Ostatnio stał się czołowym solistą. Teraz nie bez dumy mówi, że w historii teatru jest pierwszym obcokrajowcem, który nabył prawo do wykonywania głównych ról.

Mikhail Nesterov

Jak Takatoshi, lub po prostu Taka, jak nazywają go tutejsi przyjaciele, znalazł się w białoruskim balecie i dlaczego dopiero nie myśli wracać do ojczyzny? O tym i nie tylko nasza rozmowa z młodym artystą.

— Jak pan okazał się w Mińsku?

— Po ukończeniu Akademii w Petersburgu zaproponowano mi tylko staż w teatrze. Ale moi rodzice nie są tak bogaci, żeby mnie utrzymywać. Potrzebowałem pracy i szukałem ją. O mińskim teatrze dowiedziałem się w Japonii. Tam zapoznałem się z jednym tancerzem-Białorusinem, i on poradził, aby spróbowałem tutaj. Przyjechałem, pokazałem się, powiedzieli, że biorą do trupy.

— Wspomniał pan o rodzinie. Czy ona jest baletowa?

— Rodzice nie są związane z baletem. Siostra zajmowała się tym. Teras, nawiasem mówiąc, ma własną małą szkołę baletową w Japonii. W ogóle, matka zawsze chciała, aby również tańczyłem. Ale nie miałem do tego dużego zainteresowania. Zajmowałem się razem z siostrą, a potem rzucałem kilka razy. Zacząłem się pasjonować w wieku 13-14 lat. Wcześniej myślałem, że balet — to dla dziewczyn. One wkładają piękne paczki i tańczą. A faceci tylko podnoszą je, kręcą. Tak myślałem, dopóki nie zobaczyłem nagrania wystąpień wspaniałych tancerzy Angela Corelly, Michaiła Barysznikowa. To wtedy postanowiłem, że naprawdę chcę studiować balet.

— Po dziesięciu latach rugby...

— Tak. Mój ojciec i starszy brat są graczami rugby. Ale zawsze nie bardzo chciałem grać. Potem był poważny uraz, po którym już nie mogłem grać. Próbowałem sprint — biegałem na 800, 1500 metrów, rzucałem dysk. Ale wciąż balet wygrał.

— Czy rodzice są dumni z pana sukcesów?

— Nigdy nie mówili do mnie: bardzo dobrze, jesteśmy dumni. Ojciec mówi: co z tego, że jesteś wiodącym solistą? Nie bądź zarozumiałym. Patrz w przyszłość — trzeba jeszcze dużo zrobić. Zdarza się, narzekam, że niby trudno. A on: sam wybrałeś. Pracuj. W ogóle, moi rodzice uważają, aby wyrosnąć, czegoś osiągnąć, trzeba przejść przez wszystkie etapy trudności.

— Czy pan tęskni za domem?

— Oczywiście, bo dom jest najlepszym miejscem na ziemi. Moi rodzice mają bardzo małe mieszkanie w Osace, tam nam wszystkim jest ciasno, zawsze dotykam czegoś. Ale to rodzinny dom, i jest najlepszy.

— Czy pan nie zamierza wrócić do Japonii?

— Dopiero nie. Gdybym nie był tancerzem baletu, może, pojechałbym. Ale jest mnie za wcześnie. W Japonii zupełnie inny system pracy artysty baletu. Ważne tam jest, ile lat tańczysz. Dopiero mam 23 lata, więc nie otrzymam tam partii solowej, nawet jeśli tańczę bardzo dobrze.

— Czy poznają pana widzowie?

— Raz jechałem autobusem, a kobieta do mnie: “Czy pan Machiyama?” Kiwnąłem: tak, witam. Ona: “Widziałem kiedyś spektakl. Co za piruet to był u pana?” A u mnie naprawdę nie bardzo dobrze wtedy się otrzymało. Mówię: przepraszam. A zwykle, gdy poznają, proszą o zdjęcie, autograf. To miłe, oczywiście. Ale, moim zdaniem, w Mińsku o wiele spokojniej odnoszą się do artystów baletu, niż, na przykład, w Japonii. Tam ażiotaż wokół nich, publiczność czeka po spektaklu, organizuje sesje zdjęciowe itp. Może dlatego, że jest to całkiem inna sztuka, nie japońska, nie tradycyjne kabuki, a więc widz chce maksymalnie zbliżyć się do tych, którzy ją tworzą. Ponadto, bilet kosztuje ponad 100 dolarów, czy wszystkie 300. Maksimum dwa razy w roku można sobie pozwolić za takie pieniądze schodzić na spektakl. A tu, jak w Rosji, balet klasyczny — to od dawna znana i dość dostępna sztuka. Dziś schodził, za tydzień ponownie — zwykła sprawa.

— Sądząc po cenie biletów, w Japonii pan byłby bogatym człowiekiem.

— Tak, tam dobrze płacą. Ale dopiero nie jest to dla mnie. Dlaczego — już powiedziałem. I samochód, mieszkanie dla mnie na razie nie są ważne. Teraz chcę ciężko pracować, uczyć się wielu, aby pokazać, co mogę, i udowodnić, że naprawdę jestem artystą najwyższej kwalifikacji. Aby był swój styl, aby mówili: tak, jak Takatoshi, nikt nie tańczy. Wiem, że jest to trudne do osiągnięcia, ale kiedyś tak i będzie. Bardzo staram się i dążę do tego.

— Słyszałam, że pana serce zajęła białoruska dziewczyna?

— Niezupełnie. Ona jest z Ukrainy, ale tańczy tu, w Mińsku. Jest solistką naszego teatru Jana Sztangiej, reprezentowała Białoruś w konkursie młodych tancerzy Eurowizja-2013. Jesteśmy razem już przez dwa i pół roku.

— Być może, szybko ślub?

— Nie będę wybiegać w przyszłość. Teraz kończy się sezon, pojedziemy do jej ojczyzny, a następnie — znów do mnie, w Japonii byliśmy z nią ostatniego lata.

A ślub... Mam nadzieję, że szybko.

Irina Swirko
Версия для печати
Заполните форму или Авторизуйтесь
 
*
 
 
 
*
 
Написать сообщение …Загрузить файлы?

Новости
Все новости